Powody, dla których warto ściąć włosy i krótka historia tego, co mam na głowie

Mniej więcej 7 lat temu poszłam do fryzjera. Sama. Po raz pierwszy... <To właśnie ten moment - pełna ekscytacja i napięcie, krew pulsuje w żyłach, serce dudni.> Owy dzień był ostatnim, gdy moje włosy były długie. Bardzo długie. 

Obudziła się we mnie chęć głębokiej przemiany. W końcu miałam dwanaście lat. Poza typowymi rozterkami nastolatki, przebudziło się we mnie szaleństwo. Ciach. Ciach. Podcięcie końcówek skończyło się parędziesiąt centymetrów za wysoki. Bob. Klasa. Oczywiście nastąpiła faza zachwytu i to nie tylko mojego. Fryzurowy fejm uderzał do głowy. Babcia nie poddała się fali. Przysłoniła ją rozpacz. Skończyła się era francuzów, koków, koron, plecionek... Niestety dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że dzięki owej fryzurce wyglądałam dojrzalej niż teraz. A może to kwestia robienia głupich min?

Jak nie zdać matury i zamordować samego siebie?

Kończę spożywać wytworne kanapki bez masła. Zdrowe odżywianie. Nie. Wyciągnięcie masła z lodówki przerosło moje możliwości fizyczne na dziś. 20:00. Oczy się kleją. Głowa boli. Zapewne zmęczenie. Rozsądek sugeruje, że całkiem prawdopodobne zdaje się być, że to ekran laptopa Cię oślepia. Wątpię. Po prostu miałaś pracowity dzień. Wstałaś o 9. Zjadłaś śniadanie. Poszłaś spać. Wstałaś o 13. Posnułaś się po mieszkaniu. Zjadłaś obiad. Grałaś w Simsy. Ambicja maturzystki. Zmęczenie dalej daje się we znaki. Może pójść spać? Eh... Myśli przysłania mi zupka chińska.




           Uniwersalny poradnik: Jak nie zdać matury?