Pijesz - wbijasz kolejny level. Tańczysz - wbijasz kolejny level. Zaciągasz się - wbijasz kolejny level. Upijasz się - wbijasz kolejny level. Gubisz się - wbijasz kolejny level. Dzwonisz - wbijasz kolejny level. Powracasz - wbijasz kolejny level. Przewracasz - wbijasz kolejny level. Powstajesz - wbijasz kolejny level. Wstajesz - wbijasz kolejny level. Jesz - wbijasz kolejny level. Rozmawiasz - wbijasz kolejny level. Wychodzisz - wbijasz kolejny level. Słuchasz wykładu - wbijasz kolejny level. Nie zdajesz - wbijasz kolejny level. Pracujesz - wbijasz kolejny level. Spotykasz się - wbijasz kolejny level. Całujesz się - wbijasz kolejny level. Masz potomka - wbijasz kolejny level. Wpadasz pod samochód - wbijasz kolejny level. Budujesz dom - wbijasz kolejny level. Sadzisz drzewo - wbijasz kolejny level. Umiera twoja matka - wbijasz kolejny level. Płaczesz. To jednak wciąż level.
- O MNIE
- FELIETONY
- FIKCJA
- AUTENTYZM
- POEZJA

Jesteś błędem, Stello
Siedzę sobie rano (tym razem naprawdę rano, a nie rano o 13), korzystając z chwili oddechu od małych bachorków, które poszły z innym wychowawcą do sklepu i przeglądam tablicę. Miło wiedzieć, że Bałys też ogarnął tacohemingwaizm. Dalej, dalej. Niżej, niżej. Nic. Pół godziny później, dwanaście powiadomień później, dwa e-maile później zorientowałam się. Moja Stelka ma dziś urodziny. Wiem, że życzenia składam Ci i tak wyjątkowo wcześnie, jak na nas, bo pewnie będziesz spać do 14 (chyba, że ktoś cię wcześniej obudzi). Na szczęście nie masz obecnie telefonu, więc nie muszę trwonić pieniędzy na dzwonienie do Ciebie. Lacie z Zakopanego też Cię nie satysfakcjonowały, więc pozostaje wpis poświęcony osobie, którą kochasz najbardziej.
Piekę twarz.
Twoja twarz przysłoniła mi dziś świat. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Cień był nieco innowacyjny. Dziękuję. Mogłabym rzec, że ze spotkania twarzą w twarz z przeszłością wyszłam obronną ręką, a raczej z twarzą. Ty też. Twarzą ogromną. Nie chciałabym śmiać się prosto w twarz. Nie wypada. Twarzowo to dziś nie wypadliśmy. Nawet na moją (twarz) nie raczyłeś spojrzeć. Twarze już rozmyte, powietrzem okryte.
Wymuszona aborcja
Mówicie, że jesteście przeciwko aborcji, a każecie mi bestialsko zamordować dziecko, które żyje we mnie. Rozzłoszczone mamusie przez nieplanowaną ciążę ukochanej córeczki. Tolerancja. Bzdura. Ktoś wbija nóż. Wy wyciągacie, przekręcając go parokrotnie. Rozszarpujecie rany. Zadajecie następne. Nie kłam, że rozumiesz. Nie masz pojęcia. Nie czujesz. Zaufanie wymknęło się spod kontroli. Naiwna wiara, że pojmiesz. Toksyny masowo spływające po policzkach. Nie tęsknię. Za czym?
Utkwieni w stereotypowym przekonaniu. Myśl o jednym. Skończona. Nawet nie pojawiona. Ocean wśród miliona wód inspiracji. Ja żyję przeszłością? Oddycham sobą. Teraz. Dzisiaj miesza się ze wczoraj i jutro. Krok w przód. Pytacie się o trzy wstecz. Obracam się. Po co? By znów dziś było kiedyś? Ruszyłam. Nie nadążasz. Biegnę wśród podstawionych nóg.
Telefon odebrany
Miła, błaha rozmowa. Telefon. Pozytywne nastawienie. Wypowiedziałeś dziś do mnie więcej słów niż ich paromiesięczna suma. Brakowało mi ciebie. Bardziej niż się tego kiedykolwiek spodziewałam.
Natchnienie to nie ty. Marny substytut, którego potrzebuję bardziej niż oryginału. Dwuletni paradoks.
Kradzione. Nie pogodziłam się. Nie pogodzę. Mam nadzieję. Czekam, żyjąc.
Tęsknię.
Za wami.
Koniec części pierwszej
Spontaniczność przypieczętowała. Przerwana akcja serca naszej relacji. Naszej? Czy kiedykolwiek coś było nasze? Czy kiedykolwiek jeszcze będzie? Brutalnie wtargnąłeś do mojej rzeczywistości, tworząc okrutną bajkę. Rozszarpałeś rozpoczynającą się historię, której później mimo wielu prób nie zdołałam odtworzyć, by wreszcie zakończyć ostatecznie. Zrobiłeś ze mnie potwora, który zniszczył ideał. Nie potrafię się podnieść po stracie. Dwie straty. Bolesna destrukcja. Myśl, że ktoś może być bardziej związany z tobą emocjonalnie, niszczy. Pamiętasz jeszcze, jak się poznaliśmy? Dwa lata.
Koniec części pierwszej.
Już czas
Wylądowałeś w mojej podświadomości. Zakorzeniłeś się. Czekasz spokojnie na kolejny wybuch.
Klasa.
Nie zapomnisz. Wiem. Nawet nie chcesz.
To nie koniec, tylko przerwa.
Do zobaczenia, bumerangu.
Teraz czas na oddech.
Klasa.
Nie zapomnisz. Wiem. Nawet nie chcesz.
To nie koniec, tylko przerwa.
Do zobaczenia, bumerangu.
Teraz czas na oddech.
Ewa.
Niektórzy z nas rodzą się artystami. Romantyczne dusze nie pozwalają na zwykłą ludzką egzystencję, sprawiając, że każda rutynowa czynność staje się magiczna. Przed przeznaczeniem nie uciekniemy. Na szczęście.
Dom
-Aaaaa! Krzysiu! Co Ty masz z włosami?
-Są jak zwykle, nie postawiłem ich po prostu.
-Aaaa! Dlaczego?
-Stwierdziłem, że to tylko Ty, siostra.
-Aaaaa!
-Agata!? Leżysz na mojej kanapie w samej bieliźnie i dziwisz się, że nie chce mi się układać włosów, jak przychodzisz?
1,75 metra, które wywołują uśmiech
Autobus jako miejsce spotkań. Dziś bez porywającej rozmowy czy też ogromnych emocji; od tak zwykłe spotkanie, gdy wysiadałam ze 130. Pan na K. i jego słodki uśmiech. Uwielbiam osoby, na których widok pokazuję wszystkie zęby bez większego powodu, a jednocześnie nie mam ochoty ich roznieść ze złości.
2 metry, które niszczą mój mózg
Najgorzej, jak wyczekujesz od roku 2 metrów na przystanku, a one uderzają Cię znienacka, gdy jesteś całkowicie nieprzygotowaną na to przypadkowe spotkanie kupą. Plac Andrzeja to mój teren. Wydawał mi się całkowicie bezpieczny, tym bardziej o tej godzinie. Standardowo stałam na nim ja, Patryk M. i paru studentów. Na powrót z ewentualnych spotkań, randek, zakupów za wcześnie, a ze szkoły za późno. Więc skąd te owe 2 metry się na nim wzięły?
Shell.
Stacja benzynowa. Z pozoru nic niezwykłego. Po głębszym przyjrzeniu się - również. Zwyczajne miejsce, miliony takich na świecie. Możesz zatankować, kupić parę produktów, ewentualnie coś zjeść, skorzystać z toalety. Co w niej ciekawego? Nic. Chyba, że mowa o konkretnej. Nie, nie tej, jedynej, wybranej na świecie, która swoją wyjątkowością podbiła moje (i nie tylko moje) serce. Mowa o tej jednej, jedynej, z którą ma się wyjątkowe wspomnienia i przez nie podbija twoje serce.








