na tej głodnej walentynce?
- O MNIE
- FELIETONY
- FIKCJA
- AUTENTYZM
- POEZJA

poniedziałek
wzięłam głęboki oddech
bo
wyrzuciłam moje anty
kupiłam buty
nowe
i czarne
byłam na basenie
pozabijać
w spowiedzi
i u babci
zjadłam trochę tortu
odwołali mi poniedzielne zajęcia
niedziela
niedzieli
nie dzieli
dzieli
tobą
bo
wyrzuciłam moje anty
kupiłam buty
nowe
i czarne
byłam na basenie
pozabijać
w spowiedzi
i u babci
zjadłam trochę tortu
odwołali mi poniedzielne zajęcia
niedziela
niedzieli
nie dzieli
dzieli
tobą
kot
papryka
wczorajsze jutro
już jutro się spotkamy
twoje rumiane policzki z moimi niewyspanymi oczami
twoja ukryta tęsknota z moimi krótkimi wdechami
twoja teraźniejszość z moja przeszłością
zapomniałam
już się nie znamy
twoje rumiane policzki z moimi niewyspanymi oczami
twoja ukryta tęsknota z moimi krótkimi wdechami
twoja teraźniejszość z moja przeszłością
zapomniałam
już się nie znamy
niedopasowani
stałeś blisko
za murem
rozmytej rzeczywistości
wdech zatrzymany
w próżni rozmyślań
dłonie niezgrabnie splecione
niedopasowane w swym przeznaczeniu
marnym
kroki postępują
powoli
do dźwięków elvisowej bajki
ukołysane w szczęściu
chwilowym
na zawsze
one już wiedzą
zabłąkane
o niespełnieniu
ścieżki wybranej
wierzą
obłudnie
w przygasłą nadzieję
za zamkniętymi drzwiami powiek
bajka o balonie i dziewczynce
pisałabym ci bajki
na dobranoc
o zużytym balonie
który zaczerpnął powietrza
i odfrunął
spotykał wśród chmur
i rozdawał siebie
jak kawałki tortu
teraz już spada
ale nie wie
nic
o upadku
i łzie jednej dziewczynki
nie z chmury deszczowej
lecz z wiatru tańczącego
która naprawi balonik
na dźwięk słów
sezamie
otwórz się
na dobranoc
o zużytym balonie
który zaczerpnął powietrza
i odfrunął
spotykał wśród chmur
i rozdawał siebie
jak kawałki tortu
teraz już spada
ale nie wie
nic
o upadku
i łzie jednej dziewczynki
nie z chmury deszczowej
lecz z wiatru tańczącego
która naprawi balonik
na dźwięk słów
sezamie
otwórz się
poza
czy my się znamy
proszę pana
cóż znaczą te spotkania
kilka wiadomości przeliczonych
w tysiącach
czy tylko jeden pocałunek
czy my się znamy
proszę pana
część życia odebrana
noce rozmyślania
dłoni wyczekiwania
czy my się znamy
proszę pana
tęskniąca słuchawka rzadko zaspokajana
oczy zagubione
i sensu pustka
bez pana
dlaczego się już nie znamy
proszę pana
proszę pana
cóż znaczą te spotkania
kilka wiadomości przeliczonych
w tysiącach
czy tylko jeden pocałunekczy my się znamy
proszę pana
część życia odebrana
noce rozmyślania
dłoni wyczekiwania
czy my się znamy
proszę pana
tęskniąca słuchawka rzadko zaspokajana
oczy zagubione
i sensu pustka
bez pana
dlaczego się już nie znamy
proszę pana
krzesło
siedzę na krześle osamotnionym
i myślę
myślę czy nie kocham
wyobrażenia
przecież
nie widziałam cię już od miesiąca
czy dwóch
owszem
jestem śpiąca
ale niezbyt milcząca
cicho wciąż krzycząca
druga na zegarze
ziewam
zmęczona
ręka drga w poszukiwaniu oddanego zdjęcia
znów nie znajduje nic
w skrzynce na listy
blady uśmiech
czy rumiane zakłopotanie
przemyka coraz rzadziej
przewidywałam oddechy
i róże nie dla mnie kupione
nie lubię róży
dyszę nierównomiernie
zatrutym powietrzem
czy jeszcze pamiętam
siedzę na krześle osamotniona
i myślę
myślę czy nie kochałam
tylko wyobrażenia
i myślę
myślę czy nie kocham
wyobrażenia
przecież
nie widziałam cię już od miesiąca
czy dwóch
owszem
jestem śpiąca
ale niezbyt milcząca
cicho wciąż krzycząca
druga na zegarze
ziewam
zmęczona
ręka drga w poszukiwaniu oddanego zdjęcia
znów nie znajduje nic
w skrzynce na listy
blady uśmiech
czy rumiane zakłopotanie
przemyka coraz rzadziej
przewidywałam oddechy
i róże nie dla mnie kupione
nie lubię róży
dyszę nierównomiernie
zatrutym powietrzem
czy jeszcze pamiętam
siedzę na krześle osamotniona
i myślę
myślę czy nie kochałam
tylko wyobrażenia
podróż świadomości
malinowy wysyp
alibi minionej nocy
skazana na upojenie
nieświadomości
złamana pamięć
wadliwy rozsądek
z uszkodzeniami mechanicznymi
gwarancja skończona
bolesny oddech poranka
otrzeźwienie
zadrapania zabrudzone
woda kojąca
lecz
rozsądek już w nieprodukcji
alibi minionej nocy
skazana na upojenie
nieświadomości
złamana pamięć
wadliwy rozsądek
z uszkodzeniami mechanicznymi
gwarancja skończona
bolesny oddech poranka
otrzeźwienie
zadrapania zabrudzone
woda kojąca
lecz
rozsądek już w nieprodukcji
remont
puk puk prach
stukotu maszyn brak
pogłos nikogo odbity
w bladym uśmiechu upity
nadziei rozczarowanie
bez żalu z innym zabawianie
stukotu maszyn brak
pogłos nikogo odbity
w bladym uśmiechu upity
nadziei rozczarowanie
bez żalu z innym zabawianie
Józek
śmiertelny wyraz miłość
męczę wiersz wyraźnie
mironczarnie blade
łania po suszy biegnie
kołem Fortuna toczy
Losie daremny spójrz w me oczy
i odpowiedz na polikarpowe pytanie
gdy nicość miłości
śmierć nie jest rozwiązanie
inny sen
dziś śniła mi się miłość
uderzyła mnie
ciosem dwukrotnym
gdy myślałam
że już zamknięta
na dożywocie
skazana wyrokiem prawomocnym
podbiła i zostawiła
uciekła
gdy otworzyłam oczy
zostawiając kruchość
ulotną
niespełnioną niepełność
dziś śniła mi się miłość
rzeczywista
prawdziwa
szczera
i dozgonna
(nie)kłamliwa
(nie)raniąca
urojona
rzuciła o ścianę
namiętnością
stałością
nadzieją
bezpruderyjnością
odbita upadałam
dziś śniła mi się miłość
z innym
uderzyła mnie
ciosem dwukrotnym
gdy myślałam
że już zamknięta
na dożywocie
skazana wyrokiem prawomocnym
podbiła i zostawiła
uciekła
gdy otworzyłam oczy
zostawiając kruchość
ulotną
niespełnioną niepełność
dziś śniła mi się miłość
rzeczywista
prawdziwa
szczera
i dozgonna
(nie)kłamliwa
(nie)raniąca
urojona
rzuciła o ścianę
namiętnością
stałością
nadzieją
bezpruderyjnością
odbita upadałam
dziś śniła mi się miłość
z innym
powódź
biała kartka
rozjaśniająca mrok
wypełniona po brzegi
niczym
kamienista pustynia
raniąca stopy
nasycona wodą
susza
głęboka
studnia
wiadro
odbijające się
od pustego
dna
pragnienie
palące krtań potokiem
słów
niewypowiedzianych
listów
niewysłanych
miłości
niekochanych
rozjaśniająca mrok
wypełniona po brzegi
niczym
kamienista pustynia
raniąca stopy
nasycona wodą
susza
głęboka
studnia
wiadro
odbijające się
od pustego
dna
pragnienie
palące krtań potokiem
słów
niewypowiedzianych
listów
niewysłanych
miłości
niekochanych
Lot w dół
Wolny ptak
z klatki ucieka
przed klatką ucieka
zapomniał że przykuty
łańcuchami
od klucza ucieka
od karmnika ucieka
a wygłodniały
robaków nie szuka
normalności nie szuka
skrzydło obcięte
wznosi się ku słońcu
stopi skrzydło zastępcze
wznosi się ku słońcu
stopi skrzydło zastępcze
zapomnienia szuka
szczęścia szuka
wśród smaków życia
błądzi
pod wiatr
frunie
brawurowo
runie
wiosna nadchodzi
wracaj
analog
kochanie
jak to jest być
zamiennikiem
substytut oryginału
brunet
teraz blondyn
dobiegający ideału
oczy wciąż niebieskie
wada jedna
tylko
aż
wolałam patrzeć w tamte
/dzięki Oli
może
zamknęłam oczy
ujrzałam morze
fale pochłaniające ciemność
pobiegłam
ku oczyszczeniu
ze starego
na brzegu stałaś
Ty
chciałaś ocalić
co
nie wiem
nić została przerwana
ujrzałam morze
fale pochłaniające ciemność
pobiegłam
ku oczyszczeniu
ze starego
na brzegu stałaś
Ty
chciałaś ocalić
co
nie wiem
nić została przerwana





