Żeby odpowiedź na pytanie, czy żyjemy w utopii, powinniśmy się najpierw zastanowić, czym właściwie jest ów utopia. O ile pojęcia życia rozumiemy w podobny sposób i możemy przyjąć jego pojmowanie jako czynną (przez co szczęśliwą) egzystencję, o tyle, choć pozornie utopię rozumiemy jednako, możemy w szerokości jej pojmowania w zupełności się wymijać. Gdy myślimy o utopii, zwykle przed oczami pojawia się obraz mitycznego El Dorado, zaś gdy chcemy podać jej przykład na myśl nasuwa się niemalże od razu Państwo Platona. Choć to antyczny filozof przedstawił jedną z pierwszych znanych nam utopii, pojęcie to wprowadził dopiero Tomasz More kilkanaście wieków później, bo w 1516 roku w dziele Utopia, gdzie po raz pierwszy zobrazowanie miejsca idealnego zostało nazwane właśnie utopią. Już wiemy, kto po raz pierwszy użył tego słowa, jednak skąd pomysł na nie i co ono właściwie oznacza? Zwykle za utopię uważamy projekt idealnego ustroju politycznego, a przecież pochodzenie pojęcia znacznie zwiększa możliwość jego rozumienia. Utopia może pochodzić zarówno od greckiego outopos, co oznacza nie-miejsca, jaki i od eutopia czyli miejsc dobrych. More zapewne zdawał sobie sprawę z istnienia obydwu greckich wyrazów, zatem utopia oznaczałaby miejsce, które nie istnieje, gdyż jest idealne. Należy przyznać, że rozszerza to znacznie pojmowanie utopii, gdyż wychodzimy ze sfery czysto politycznej, jak nakazywałoby nam rozumienie pojęcia jako doskonałego ustroju politycznego, bowiem doskonałość danego miejsca nie przejawiałaby już się tylko w ustroju, ale także w ludziach, ich zachowaniach, działaniach czy też przyrodzie. Tym samym z gruntu, który już zdawał się być mało stabilny, przenosimy się na grunt, który zupełnie usuwa się spod nóg przez swoją nierealność. Zatem, czyż pytanie o to, czy żyjemy w utopii, nie jest pytaniem o to, czy marzenia się spełniają?
- O MNIE
- FELIETONY
- FIKCJA
- AUTENTYZM
- POEZJA

Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych
Początki amerykańskiej państwowości
O początkach
państwa amerykańskiego można mówić w 1776 roku, kiedy powstała Deklaracja
Niepodległości,[1]
a także postanowiono zerwać formalne stosunki kolonii z państwami
macierzystymi. Od tamtego momentu zaczęło się formowanie systemu, który
ostatecznie potwierdził swój kształt kilkanaście lat później, kiedy ustanowiono
konstytucję. Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki klaruje się zatem jako
najstarsza i najbardziej trwała ustawa zasadnicza na świecie, gdyż uchwalona ją
ponad 200 lat temu w 1787 roku, zaś ratyfikowano w 1789 roku, podczas gdy
większość obowiązujących we współczesnych państwach konstytucji wprowadzono
dopiero w XX wieku. Po mimo szeregu przemian społecznych i
gospodarczo-ekonomicznych, jakie zaszły w USA w ciągu ponad dwóch wieków
obowiązywania konstytucji, nie tylko nie przestała ona obowiązywać, ale także
stała się jedną z podstaw ideologicznych Amerykanów. [2]
W dużej mierze było to możliwe, dzięki wprowadzeniu szeregu poprawek, dzięki
czemu była ona unowocześniania i dostosowywana do obowiązujących norm przy
jednoczesnym nienaruszaniu podstaw zawartych w konstytucji w XVIII wieku.
Od 1787 roku
wprowadzono 27 poprawek. Pierwsza poprawka została ratyfikowana w 1788 roku,
zaś ostatnia w 1992 roku. Jako że Ojcowie Założyciele byli świadomi, iż Konstytucja
powinna zawierać także podstawowe prawa i wolności obywateli,
zaraz po jej ustanowieniu zaczęto pracować nad pierwszymi nowelizacjami.[3]
Dzięki temu powstała tzw. Karta Praw (ang. Bill od Rights), która zawiera
podstawowe prawa i wolności gwarantowane obywatelom ze strony państwa. 25
września 1992 roku przegłosowano 12 poprawek, z których 10 ratyfikowano i 15
grudnia 1791 roku weszły w życie. Owe 10 poprawek stanowi pierwsze 10 poprawek
do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Jedna z dwóch nieratyfikowanych wtedy
poprawek, która dotyczyła reprezentacji społecznej w Izbie Reprezentantów nigdy
nie weszła w życie, zaś druga, która dotyczyła wynagrodzenia członków Kongresu,
została ratyfikowana w 1992 roku.[4]
Jest zatem ostatnią wprowadzoną poprawką do Konstytucji, której ratyfikacja
zajęła najwięcej czasu ze wszystkich, bo aż ponad 200 lat. Jako że większość
poprawek powstała co najmniej kilkadziesiąt lat temu, ich dosłowne rozumienie
nie ma realnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, dlatego też Sąd Najwyższy
interpretuje je na współczesne znaczenie (w szczególności tyczy się to Bill of
Rights).
8 lat minęło jak jeden dzień
Na drugie tyle teraz przygotuj się
Po niewątpliwej porażce, jaką były dla Prawa i Sprawiedliwości wybory samorządowe w 2014 roku, obecne władze państwowe ostrzą pazury i czyhają na stanowiska prezydentów miast, wójtów i burmistrzów, które mogą im przypaść w nadchodzących wyborach. Ich sondażowa popularność (wynosząca około 37%) nie maleje, w związku z tym pewnie liczą na spore sukcesy lokalnych przedstawicieli. Skoro około połowy stanowisk prezydentów miast zgarniają bezpartyjni działacze, to w puli pozostaje mniej więcej 55 z 106 prezydentur miast. W związku z tym Prawo i Sprawiedliwość powinno zdobyć co najmniej 20 stanowisk. Jednak przecież to wciąż mało. Chcą więcej.
3 minuty - kto da więcej?
Mimo niespełnienia wszelkich wymagań opozycji przez partię rządzącą i przegłosowanie ustawy budżetowej w Senacie wszystko wskazuje na zaprzestanie protestów i okupacji mównicy. Co prawda, żeby uratować resztki godności, o ile o takiej można mówić w wypadku polskich polityków, posłowie Platformy Obywatelskiej prowizorycznie kontynuują protest, ale jak sami stwierdzili, istnieją przecież inne formy protestu. Pytanie – jakie? Dzięki temu już 7 godzin po planowanym rozpoczęciu posiedzenia marszałkowi udało się je otworzyć (i to w Sali Plenarnej) i niemal natychmiastowo zakończyć (czy też raczej ogłosić przerwę). Czyżby polska polityka wracała do normalności? Czy raczej osiągnęliśmy kolejny sukces, jakim jest przeprowadzenie najkrótszych obrad sejmowych w historii?
Blokada myślenia
Posłowie szaleją w Sejmie i na wakacjach. Rządzący zatwierdzają ustawę budżetową, opozycja rotacyjnie blokuje salę posiedzeń, żeby przez przypadek nie zmęczyć się za bardzo i móc spędzić wigilię zarówno w gronie kolegów - posłów, jak i w gronie rodziny. Co prawda jedna z nich odbyła się w ciemnościach, ale pasztet był. Któż z nas nie chciałby podwójnie świętować Wigilii, wtórując przy tym o obronie demokracji. O ile sama walka zdaje się być coraz bardziej słuszna, gdyż Prawo i Sprawiedliwość wprowadza coraz to śmielsze ustawy niepodobające się większości społeczeństwa i mimo większości w Sejmie wdaje się w niedorzeczne potyczki z opozycją, o tyle sposób jej prowadzenia jest po prostu coraz bardziej żałosny. Po małym sukcesie, jakim było przymuszenie posłów do kontynuowania obrad w Sali Kolumnowej, opozycja postanowiła kontynuować protest i ponownie pokazać Polakom, na co ich stać. Dzięki temu prawdopodobnie po raz kolejny PiS będzie cieszył się rosnącym poparciem, mimo że oficjalnie do ich poparcia niemal nikt się nie przyznaje. Jednak czy na polskiej scenie politycznej znajduje się obecnie partia mniej upokorzona? Wybór, niestety, wydaje się oczywisty.
Szatan z siódmej klasy
Władza się spieszy, diabeł się cieszy. Mimo licznych protestów i sprzeciwu nauczycieli, rodziców i zlęknionych dzieci, posłowie zatwierdzili wprowadzenie reformy edukacji już od września 2017 roku. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że obecnie polska szkoła nie jest w najlepszym stanie. Większość społeczeństwa uważa, że wszelkie zmiany wprowadzane w ciągu ostatnich lat były błędne i prowadziły do ogłupiania kolejnych pokoleń. Nie mogę się z tym nie zgodzić, jako że sama jestem przeciwniczką istnienia gimnazjum a na własnej skórze doświadczyłam, jak to jest być królikiem doświadczalnym Ministerstwa Edukacji. Tym samym pomysł Prawa i Sprawiedliwości, by zlikwidować trzystopniowy system edukacji, wydawał się jak najbardziej właściwy. Niestety, po mimo rezygnacji z gimnazjum, rządzący postanowili nie rezygnować z króliczków.
Nicea w Berlinie, Kennedy w Ankarze
W Europie już od ponad roku trwa fala zamachów, w Syrii wojna od 6 lat, zaś konflikt na Ukrainie od niemal trzech. Polska jawi nam się jako bezpieczna wyspa, w której nie dochodzi do wojen, zamachów i konfliktów większych niż między władzą a opozycją w mediach. Nie czujemy się zagrożeni, a jednym dyskomfortem może być ewentualna rezygnacja z wakacji w Grecji czy zwiedzania Paryża. Czy słusznie?
Zmanipulowany superbohater
Nadija Sawczenko spotkała się w stolicy Białorusi – Mińsku, z przywódcami separatystycznych republik w Donbasie, Ihorem Płotnickim i Ołeksandrem Zacharczenką.
Każdy naród ma potrzebę posiadania własnych bohaterów, którzy staliby na straży tradycji, niepodległości i przypominali, że o ukochaną ojczyznę należy walczyć. Polska ma Pileckiego i Kościuszko, Plater i Wojtyłę, Piłsudskiego i Sendlerową. Można by wymieniać tak znacznie dłużej. Kogo ma Ukraina? Banderę i Sawczenko.
Trzynastego nie widzę swych wad
Rzeczpospolita Podzielonych Narodów – coraz wyraźniej można zauważyć podziały zachodzące w polskim społeczeństwie, które po raz kolejny w obliczu rocznicowych obchodów nie potrafiło się zjednoczyć. Przeciwnicy partii rządzącej uformowali swoje szyki niemal jednocześnie z uformowaniem rządu Beaty Szydło. Nie da się ukryć, że głos opozycji, mimo tego że nie do końca rzeczowy, jest donośny i słyszalny. Rozbieżne zdania w sprawach ustawy antyaborcyjnej, związanych z Trybunałem Konstytucyjnym czy też Marszem Niepodległości utworzyły dwie przeciwstawne grupy, których celem jest wzajemne pogrążanie bez zwracania uwagi na racje drugiej strony.
Syryjski Eden
Konflikt w Syrii trwa już 6 lat. Największe światowe potęgi militarne walczą o wpływy na Bliskim Wschodzie. Wtorkowe porozumienie rebeliantów z Asadem i Rosją o zawieszeniu broni w Aleppo i wiążące się z tym radości i nadzieje dotyczące zbliżającego się końca wojny zostały rozwiane równie szybko, jak powstały. Już dzień później można było usłyszeć wybuch bomb.
Kto głośniejszy, ten lepszy
Po mimo nieustającego poparcia rządzących, zdaje się coraz wyraźniej słychać głosy opozycji i niezadowolonej części społeczeństwa. Powstanie Komitetu Obrony Demokracji, czarne marsze, protesty pielęgniarek i nauczycieli, czy też nowoutworzony gabinet cieni – szereg osób, które mówią zdecydowanie o swoim niezadowoleniu i przeciwstawiają się reformom Prawa i Sprawiedliwości, pokazuje, jak bardzo społeczeństwo Polski zostało podzielone. Marsz Niepodległości, a raczej trzy marsze, które odbyły się 11 listopada, ugruntowały mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy narodem zjednoczonym do tego stopnia, że nie potrafimy się porozumieć, nawet świętując rocznice narodowe. A PiS zdaje się ostatnimi czasy robić wszystko, by poza opozycją zniechęcić do siebie także tych nastawionych neutralnie. Tak po przeciwległych brzegach stają zwolennicy i coraz liczniejsi przeciwnicy.
Gabinet cieni opozycji "ale" totalnej
Minął rok rządów Prawa i Sprawiedliwości. Media zalała fala mniej lub bardziej pozytywnych czy też negatywnych podsumowań minionych 365 dni premier Beaty Szydło oraz partii rządzącej. Co z opozycją? Czyżby budziła się z letargu?
Platforma Obywatelska uświadomiła sobie, że PiS po mimo nie spełnienia licznych obietnic wyborczych, równie licznych protestów przeciwko ich rządom a także medialnej nagonki cieszy się niesłabnącym poparciem, a jej pozycja jako głównej opozycji jest w tym samym miejscu, co w czasie przegranych wyborów – czyli bez większych szans na przejęcie władzy w przyszłości. Po znacznym spadku popularności Komitetu Obrony Demokracji, kolejnych wpadkach Nowoczesnej i nieudolnych próbach odbudowy lewicy z dwuletniego zimowego snu zdaje się wstawać Platforma Obywatelska.
Myśmy się z Panem redaktorem tak umówili
– o partii, która się skończyła, zanim się zaczęła i nadal trwa
Nowoczesna pojawiła się na polskiej scenie politycznej 1,5 roku temu. Krótko przed wyborami krążył pogłoski o powstaniu partii Balcerowicza. Znane nazwisko ekonomika przy powszechnym zmęczeniu walką PO – PiS brzmiało nadzwyczaj dobrze. Zanim oficjalnie przedstawiono partię i poznano jej nazwę zdążyła pojawić się w sondażach jako partia Balcerowicza i Petru z kilkunastoprocentowym poparciem. Czyżby jedną z ważniejszych sił w Polsce okazała się partia, która nie istnieje? Już wtedy powinniśmy zadać pytanie o to, czy coś aby tutaj jest nie tak.
Nowoczesna – powiem świeżości, zachodnie nastawienie, porównania do PO za czasów ich dużego poparcia, szef bankier, który zna się na rządzeniu – społeczeństwo pozytywnie nastawiło się do nowej siły politycznej. Brak zaufania do PO, której krytykę było coraz bardziej słychać, niechęć do prawicy czy antysystemowców a także rozpad lewicy spowodowały, że partia stała się czarnym koniem wyborów parlamentarnych.Dawno nikt nie wzbudzał we mnie takiego rozbawienia i poczucia żenady jak Ryszard Petru (a myślałam, że po kilku wpadkach Komorowskiego będzie trudno go kiedyś przebić, a jednak… udało się i to z przytupem). Święto sześciu króli, David Kemerun, obowiązująca polska konstytucja od XVIII wieku, 130 krajów świata, powstanie granicy polsko-niemieckiej, złe rozliczenie kampanii wyborczej partii, której przewodniczy ekonomista, czy wreszcie uzgadniane pytań zadawanych podczas konferencji z mediami. Zresztą nie sam przewodniczący zaliczył sporo wpadek, partyjne koleżanki nie były mu dłużne (do tej pory w uszach pobrzmiewa mi hasło: „Dość dyktatury kobiet.”). Zastanawiam się, dlaczego, po mimo takiej kompromitacji, Nowoczesna wciąż jest drugą siłą sceny politycznej w Polsce według sondaży.
Kiedy poprawność polityczną zastępuje populizm
Najpierw Węgry, Polska, potem Brexit a teraz Stany Zjednoczone - kolejna porażka establishmentu. Europa i Stany Zjednoczone ostatnimi czasy coraz bardziej nie utożsamiają się z poprawnością polityczną. Mimo tego że część władz usilnie trwa przy głoszeniu zasad wielokulturowości, tolerancji i otwarciu granic, w społeczeństwach coraz bardziej słychać głosy narodowe. W świetle ataków terrorystycznych związanych z falą imigrantów a także coraz większe wpływy korporacji i degradacja znaczenia małych przedsiębiorstw sprawiły, że ludzie mówią dość. Coraz widoczniejszy jest fakt, iż to, że władze mówią, że jest dobrze, wcale nie oznacza, że przeciętny obywatel odczuwa tę dobroć. Powszechne niezadowolenie z obecnego stanu a także lęk o przyszłość sprawiają znaczne zmiany w tendencjach wyborczych.
Żeby wygrać, należy mówić wyborcom to, co chcą usłyszeć. A kto lepiej sprzeciwi się poprawności politycznej i establishmentowi niż kandydaci kontrowersyjni i antysystemowi. Stąd też w dużej mierze poparcie dla Kukiza w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Czy Trumpowi udało się zdobyć fotel prezydencki z tych samych powodów? Ameryka od lat ma problem z nielegalnymi imigrantami i atakami terrorystycznymi (podczas gdy w Europie ataki stały się codziennością rok temu, w USA w 2001 roku). Nastawienie na silne stosunki międzynarodowe, wszechobecną ingerencję w politykę innych państw, wybór miejsc produkcji, które będą tańsze jak Chiny, nie zaś Stany Zjednoczone czy też coraz silniejsza opieka państwa, a więc wnikanie w życie obywatela to działania Ameryki ostatnich lat. Amerykański sen, który jawił się wolnością i silną gospodarką, przestawał istnieć, tak jak przestawało istnieć mocarstwo amerykańskie.
Clinton dawcą Trumpa
Stany Zjednoczone wciąż dla wielu zdają się spełniać amerykański sen, jednak już od lat można zauważyć tendencję, która ma miejsce także w Polsce – wybory między mniejszym a większym złem. W tej sytuacji należy zadać sobie pytanie, kto jest złem mniejszym i go poprzeć. Sprawa wdaje się na pozór prosta, jednak wcale taką nie jest. Hillary Clinton – doświadczona żona byłego prezydenta, współpracowniczka obecnego, która w polityce jest od lat. Dla wielu Amerykanów jawi się jako kontynuator polityki Baracka Obamy – tolerancji i opieki. Donald Trump – nieobliczalny przedsiębiorca, który z polityką do niedawna nie miał nic wspólnego, wszedł na scenę polityczną jako powiew świeżości i koło ratunkowo dla amerykańskiej gospodarki. Nie ma doświadczenia, jest kontrowersyjny i bywa szowinistyczny, przez co równie łatwo zyskuje sobie przyjaciół jak i wrogów. Dla osób, które boją się radykalnych zmian, a amerykański sen się spełnia, wybór zdaje się być oczywisty. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, które z dnia na dzień coraz bardziej kompromitują Hillary Clinton, podważając jej niewinność i słuszność działań, szala zwycięstwa na powrót zostaje wyrównana.
Rodzina 500 Plus, Mieszkanie Plus, Leki 75 Plus, El Dorado plus
Exposé premier Szydło wzbudziło sporo kontrowersji, zapytań o budżet, finansowanie socjalnych pomysłów i pochlebstw biedniejszej części społeczeństwa. Czy niemalże histeryczne zabieganie o elektorat, który nie przyniesie Polsce finansowego zysku, ma jakiś sens? Witamy w Rzeczypospolitej Socjalnej.
Populistyczny nacjonalizm w wykonaniu Sawczenko
Deputowana Rady Najwyższej Nadija Sawczenko 12 października przyjechała na rozprawę sądową w sprawie Mykoły Karpiuka i Stanisława Kłycha, która odbywa się w Moskwie.
Jak na człowieka honorowego przystało, Nadija Sawczenko dotrzymała obietnicy bronienia ukraińskich wojowników – rosyjskich niewolników. Wyjazd do Rosji, w której była przetrzymywana przez 2 lata, z którą to wiąże wiele traumatycznych wspomnień jak walka o życie i prawdę, może okazać się dla wielu Ukraińców czynem heroicznym. Chyba z obrazem Sawczenko jako bohatera narodowego na Ukrainie nikt nie będzie polemizował. Przecież ilu z nas jest w stanie narazić życie, by wpierw walczyć za ojczyznę w sposób dosłowny a potem walczyć słowami i protestami zza krat. Idylliczna wizja bohaterki narodowej klaruje się w pełni. Na dodatek, teraz powraca do rosyjskiego sądu z własnej woli, by wspierać Mykołego Karpiuka i Stanisława Kłychę w walce o wolność, gdyż ich wina, za którą zostali skazani na długoletni pobyt w łagrach, jest mocno podważalna, podobnie jak miało to miejsce w wypadku Sawczenko. Które państwo nie chciało by takich patriotów? Można by powiedzieć, że Sawczenko jest waleczna. Waleczna i niebezpieczna.
Nauczyciele przeciwko dobrej zmianie
Polska ostatnich miesięcy staje się Polską protestującą. Protestują pielęgniarki, walcząc o wyższe zarobki. Protestują kobiety, walcząc o wolność macic. Protestują nauczyciele, walcząc o nielikwidowanie gimnazjum. Protestują, by zawalczyć o poprawę własnej sytuacji. O ile w przypadku strajku pielęgniarek czy czarnego protestu zdaje się to być logiczne, o tyle w przypadku nauczycieli nieuchronnie rzuca się w oczy właśnie owa walka o poprawę własnej sytuacji, czy też raczej nie zmienianie przy jednoczesnym przekonywaniu, że walka trwa, ale o dobro ucznia.


