Pijesz - wbijasz kolejny level. Tańczysz - wbijasz kolejny level. Zaciągasz się - wbijasz kolejny level. Upijasz się - wbijasz kolejny level. Gubisz się - wbijasz kolejny level. Dzwonisz - wbijasz kolejny level. Powracasz - wbijasz kolejny level. Przewracasz - wbijasz kolejny level. Powstajesz - wbijasz kolejny level. Wstajesz - wbijasz kolejny level. Jesz - wbijasz kolejny level. Rozmawiasz - wbijasz kolejny level. Wychodzisz - wbijasz kolejny level. Słuchasz wykładu - wbijasz kolejny level. Nie zdajesz - wbijasz kolejny level. Pracujesz - wbijasz kolejny level. Spotykasz się - wbijasz kolejny level. Całujesz się - wbijasz kolejny level. Masz potomka - wbijasz kolejny level. Wpadasz pod samochód - wbijasz kolejny level. Budujesz dom - wbijasz kolejny level. Sadzisz drzewo - wbijasz kolejny level. Umiera twoja matka - wbijasz kolejny level. Płaczesz. To jednak wciąż level.
- O MNIE
- FELIETONY
- FIKCJA
- AUTENTYZM
- POEZJA

Karaluchy pod poduchy
Gdy wczoraj okazałam się mordercą i po powrocie z Gdyni zabiłam trzy szczypawice czerwonym lakierem do paznokci, panika niemal sięgnęła zenitu. Dziś jestem już seryjnym.
Za wiecznie źle nastawiony zegarek
Zawsze mówiono mi, że spóźnialstwo to wada. Na przekór nigdy nawet nie próbowałam się jej pozbyć. Odkąd pamiętam, zawsze i wszędzie się spóźniam, czy to na niedzielną mszę, piątkową imprezę, pierwszą lekcję bądź wizytę u ortopedy. Mój zegarek zawsze zdawał się być kulawym. Oczywiście nie polecam tej formy pożycia. Sama jestem osobą skrajnie niecierpliwą i czekanie na kogokolwiek doprowadza mnie do furii. Może więc spóźnianie się traktuję jako środek zapobiegawczy?
Truskawka z Rudy
Dojadam ostatnią truskawkę, która smakiem przypomina słodko-kwaśną wodę. Nie zdążyła prażyć się na słońcu, skazana na duszną szklarnię.
Głupia, gruba i brzydka księżniczka czeka na księcia
Po obfitym marcu i miernym kwietniu, kiedy to nastąpił wysp moich tekstów prozatorskich czy to też lirycznych, w każdym razie autorskich obnażających moją duszę. Moje, moje, wszystko moje. W każdym razie - w maju, po seriach powodzi, przyszła susza. Susza poetycka, susza pisarska, susza dnia następnego, susza, której pragnienia ziemskość nie gasi.
Sterta prania niedoczekana.
Krótko 2, czyli naprawdę realizowałam plan zmarnowania się przez niezdanie matury
Hura! Hura! Jutro matura!
Jakiś czas temu pisałam o tym, jak nie zdać matury <tutaj>. Po (już teraz) ponad dwóch miesiącach ciężkiej pracy w pełni przyznaję się, że plan zrealizowałam. Choć trudno mówić o planie, gdy jego założeniem była autodestrukcja.
Dwa płaszcze, czyli dezorganizacja
Wczoraj zawiesiłam płaszcz na krzesło. Objaw nastoletniego buntu przy pedantycznej matce. Korzystam, póki jeszcze naście. Nie mam jej. Bunt spada. Dziś na krzesło dorzuciłam parę spodni i marynarkę, które wcześniej leżały na ziemi.
Powody, dla których warto ściąć włosy i krótka historia tego, co mam na głowie
Mniej więcej 7 lat temu poszłam do fryzjera. Sama. Po raz pierwszy... <To właśnie ten moment - pełna ekscytacja i napięcie, krew pulsuje w żyłach, serce dudni.> Owy dzień był ostatnim, gdy moje włosy były długie. Bardzo długie.
Obudziła się we mnie chęć głębokiej przemiany. W końcu miałam dwanaście lat. Poza typowymi rozterkami nastolatki, przebudziło się we mnie szaleństwo. Ciach. Ciach. Podcięcie końcówek skończyło się parędziesiąt centymetrów za wysoki. Bob. Klasa. Oczywiście nastąpiła faza zachwytu i to nie tylko mojego. Fryzurowy fejm uderzał do głowy. Babcia nie poddała się fali. Przysłoniła ją rozpacz. Skończyła się era francuzów, koków, koron, plecionek... Niestety dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że dzięki owej fryzurce wyglądałam dojrzalej niż teraz. A może to kwestia robienia głupich min?
Egoistyczna, czyli znów o sobie. #libster_blog_award
Jak pewnie zauważyliście - lubię mówić o sobie. W końcu prowadzę bloga, który nie mówi o nikim innym jak o mnie samej. Kłamstwo! Perfidna oszustka. Lepiej mi nie ufać. Oczywiście jest przesycony inspiracjami. Dziękuję szczególnie tym na M. Tutaj o dziwo pojawia się nuta tajemniczości, bo owe nie potrafią się na zbyt często odnaleźć. Spokojnie, poza tym co widoczne tutaj, wiele skrywam w zakamarkach i czekam tylko odpowiedni moment eksplozji.
Na Brackiej pada deszcz, czyli o zagubieniu wśród gołębi #Kraków
Już od dwóch tygodni zabieram się napisania notki o Krakowie. 13 dni temu wróciłam z dwudniowego pobytu w dawnej stolicy Polski.
To, co utkwiło mi najbardziej w pamięci to gołębie. Gołębie wszędzie! Nie tylko nie lubię gołębi. W prost się ich boje. Te małe stworzenia mnie przerażają. Wewnętrzny strach, że pojawi się na ramieniu biała plama z kupy bądź co gorsza na głowie. Chciałam uciec. Nie miałam dokąd. Swoją drogą nie sądzicie, że te ptaki rozmnażają się ostatnio wprost w zatrważającym tempie? I to nie tylko w Krakowie! Egipska plaga.
Pociągiem donikąd
Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka. Konduktorze łaskawy zabierz mnie z tego świata.
I znów pochłonania mnie melancholia wśród salw śmiechów. Siedzę w przedziale pociągu donikąd. Pędzi w przyszłość, bezkarnie pomijając stacje. Tutu... Tutu... Węgiel się spala. Tutu... Tutu... Wagony przepełnione szarością. Tutu... Tutu... Na śniadanie podana nicość. Wstaję. Kubek niedokończonej herbaty. Stawiam kolejne kroki. Zatrzymanie. Płytki wdech rzeczywistością. Upojenie fantazją. Marzę o skoku. Byłby morderczy. Wahadło uczuć odmierza czas. Pociąg dalej pędzi donikąd.
/podziękowania dla O. i P./
Ołówek
Ostatnimi czasy doceniłam ołówki.
Kiedyś nie lubiłam tego narzędzia. Przy jego zetknięciu z papierem więdły mi uszy. Brzmiał skrzekotem. Nieprzyjemnie drapał białe strony, nad często marząc je nikomu nie potrzebnym, grafitowym bonusem. O ile jego użycie do mniej lub bardziej artystycznie zaawansowanych prac zdołałam zrozumieć, o tyle jego przydatności do pisania nie potrafiłam pojąć. Wolałam jego trwalsze kuzynostwo - pióra i długopisy. Brzydziła mnie słabość lekko szarawej kreski, jej nijakość, kruchość i nikłość. Głowiłam się, dlaczego nie stworzono cyrkli atramentowych. Niebieskie kółka znacznie lepiej prezentowały się w matematycznym zeszycie niż te okropne bledziuchy. Słowa zapisane ołówkiem, zdawały się być mniej ważne, by nie rzec - wręcz nieprawdziwe. Ołówek tworzył obłudną rzeczywistość, do której nie chciałam przynależeć.
Któregoś dnia dostałam go.
Polsko, czyli o zakupie rodzimej literatury
Jakiś czas temu postanowiłam stać się domatorem (a raczej opierdalaczem) pod pozorami zbliżającej się matury, o czym już z resztą wspominałam parokrotnie (więcej o motywach postępowania tutaj). Prawdę mówiąc, zaczęłam wchodzić w formę (forma! forma! forma!) lekko aspołecznej artystki. Wrażliwa dusza, poszukiwania inspiracji, brak logicznych planów na przyszłość, co powoduje nihilistyczne podejście do życia, prawie całkowite wycofanie się z grona przyjaciół - zdawać się mogło plan idealny. Gdzieś rozstałam się z Agatą - szaloną imprezowiczką, grzeczną uczennicą, pyskatą córeczką, aktywistką, ciekawską plotkarą (formy! formy! formy!). Seriale, telewizja, muzyka, fuksjowa ściany w pełni mnie pochłonęły. Efekt uboczny - na koncie zaczęły się zbierać pieniądze wydawane kiedyś na ubrania, kosmetyki (kłamstwo, bo dalej jestem ich maniaczką i planuję kolejny internetowy zakup ← make-upowy zakupoholizm), alkohol, imprezy, kawy, herbaty, jedzenie, kina, teatry, spotkania. Siedzę w domu, który zapewnia mi wszystkie podstawowe potrzeby (mamusia dba o zapasy czekolady a i czasami do chipsów się dołoży, o resztę troszczy się łóżko i internet). Jako, że pieniądze się mnie nie trzymają, tym bardziej gdy nie zbieram aktualnie na żaden cel (znów kłamię, marzy mi się Opener, kradnę z jego budżetu), postanowiłam zakupić książki. Na książki nigdy nie szkoda. Moje chwilowe zachwianie zakupiu, rozwiała Stella (artystka artystkę zrozumie → kliknij i poczytaj ją).
Urojona #pięćdziesiąty
Trzy dni namiętności z przeznaczeniem brutalnie przerwane świadomością urojenia rzeczywistości.
Zegar olimpijczyka
22.00
Jutro olimpiada. Co może pójść nie tak?
22.30
Jesteś umyta. Ostatni raz zerkniesz na testy językowe i idziesz spać.
23.00
Jeszcze masz czas. Zerkniesz.
23.15
Ale gdzie ja je dałam?
23.47
Dodałaś posta. Nie lenisz się, tylko rozkręcasz się pisarsko. Brawo.
00.00
Idź spać.
00.12
Skończ się zachwycać starymi postami. Mówię, idź spać.
00.33
Śpij.
01.04
Ale kiedy ja nie umiem.
01.26
Dalej.
01.28
Dalej.
01.29
Dlaczego czas tak wolna mija? Tak, dalej nie śpię.
07.00
Budzik. Wstań,
07.12
Powiadam - wstań!
07.23
Serio. Wstań.
07.30
Masz czas. Spokojnie. Dasz radę. No dajesz! Powoli, powoli. Ręka! Udało się! Ręka wyswobodzona z kołdry. Teraz tylko druga i tułów, i noga, i druga noga, i eh... Śpij. Masz czas.
Wymuszona aborcja
Mówicie, że jesteście przeciwko aborcji, a każecie mi bestialsko zamordować dziecko, które żyje we mnie. Rozzłoszczone mamusie przez nieplanowaną ciążę ukochanej córeczki. Tolerancja. Bzdura. Ktoś wbija nóż. Wy wyciągacie, przekręcając go parokrotnie. Rozszarpujecie rany. Zadajecie następne. Nie kłam, że rozumiesz. Nie masz pojęcia. Nie czujesz. Zaufanie wymknęło się spod kontroli. Naiwna wiara, że pojmiesz. Toksyny masowo spływające po policzkach. Nie tęsknię. Za czym?
Utkwieni w stereotypowym przekonaniu. Myśl o jednym. Skończona. Nawet nie pojawiona. Ocean wśród miliona wód inspiracji. Ja żyję przeszłością? Oddycham sobą. Teraz. Dzisiaj miesza się ze wczoraj i jutro. Krok w przód. Pytacie się o trzy wstecz. Obracam się. Po co? By znów dziś było kiedyś? Ruszyłam. Nie nadążasz. Biegnę wśród podstawionych nóg.
Dźwięk przeznaczenia
Znów wiję się przed lustrem w dzikich pląsach, wbrew powszechnej opinii o byciu nie najlepszym tancerzem. Okno. Dół. Get low.
Dźwięk przeznaczenia.
Od tygodnia dudni w moich uszach. Niczym wiertarka naprawia humor. Agata tancerz. Agata raper. Agata seksowna. Get low. Get low. Window.
Od tygodnia widnieje na półmetkowej tablicy. Znak? Niewidzialna więź? Przeznaczenie? Telepatia? Metafizyczność? Iluzja. M.
Bliskość. Połówka jabłka. Bądź bumerangiem.
Get low. Get low. Window.
Nadzieja.
Telefon odebrany
Miła, błaha rozmowa. Telefon. Pozytywne nastawienie. Wypowiedziałeś dziś do mnie więcej słów niż ich paromiesięczna suma. Brakowało mi ciebie. Bardziej niż się tego kiedykolwiek spodziewałam.
Natchnienie to nie ty. Marny substytut, którego potrzebuję bardziej niż oryginału. Dwuletni paradoks.
Kradzione. Nie pogodziłam się. Nie pogodzę. Mam nadzieję. Czekam, żyjąc.
Tęsknię.
Za wami.




